Wczoraj na odprawie dowiedzieliśmy się, że deszczy był przewidywany ok. godziny 10tej i miało tylko pokropić. Pierwszy etap miał być swoistą selekcją na tych co wybrali się tu przez przypadek i nie wiedzieli co ich czeka, i na tych co wiedzieli co ich czeka (a czy to był przypadek, czy nie to już mniejsza :) Liczył w teorii 90km i wiódł przez połowę pasma doliny Wisły (Czantoria, Stożek), by później wspiąć się na wielką Raczę i przez Rycerzową zjechać do Rajczy, gdzie była meta. Już na mapie widać było, że jest to bardzo ciężki etap! Po starcie rozpętała się burza w jakiej jeszcze w życiu nie jechałem! Pioruny waliły co kilkanaście sekund około 200-400m od nas. W gacie ze strachu zesrałem się kilka razy. Dobrze, że cały czas padało, to nie było nic widać :) A na poważnie, to było to mało fajne – wręcz niebezpieczne! Burza trwała przez 5h, a deszcz padał przez ok. 8h. Coś niesamowitego!