Każdy szanujący się rowerzysta powinien kiedyś wystartować w TransCarpatii (jeśli kiedyś jeszcze będzie :), ale o tym później ).
Nam (tj. mojej osobie i Piotrkowi) się udało zdobyć $ na startowe z niebieskiej korporacji, w której pracujemy, czyli z Decathlonu.
Była to nagroda za wyniki finansowe serwisu w zimie (wypracowaliśmy taki obrót, że napchaliśmy wszystkim wyżej tyle zielonych, że starczyło i dla nas :)
Gdy się dowiedziałem o starcie, zaczęły się treningi. Pierwszy raz w życiu trenowałem z taką intensywnością. Średnio 3x w tygodniu byłem na rowerze (początkowo trenażer).
Cała ekipa liczyła 5 osób: My, Barto-trzeci (były już serwisant z Deca) i dwie dziewczyny ( moja Aga i Piotrka Klaudia, które miały nas masować po etapach i w ogólnym pojęciu –dobrze się bawić).