Pomysł mega zajebisty, ale i zajebiście zjebany, czyli trochę o organizacji: Pomyślcie jak może wyglądać organizacja tak dużej imprezy jak TransCarpatia, gdy na jej czele stoi tylko jedna osoba. Reszta to wolontariusze, którzy piją piwo, pają jointy i grają na bębenkach. Jak może wyglądać impreza, gdy wolontariusz pisze do organizatora, że nie ma paliwa, a ten mu odpowiada by sobie ściągnął zestawem kroplówkowym z karetki. To się nie może udać! Przez całą imprezę nie było żadnej nagrody za miejsca na 1-3 na poszczególnych etapach (ludzie! głupią oliwkę, batonik, rękawiczki). Ciekawe co powiecie, jeśli napiszę wam, że za generalkę też nie było nagród! Podobno przyślą pocztą….hahahaha no jaja pańskie! Teraz zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie jak ludzie TC stawiają namioty na asfaltowym boisku w Spytkowicach lub jak w Baligrodzie zawodnicy sami sobie stawiają sobie namioty po etapie.
Organizator w ogóle nie pilnował startów ostrych, ludzie jeździli jak chcieli, omijali teren. Cuda, transasfaltia. Aż dziwne, że punkty kontrolne nie były poustawiane na asfaltach :)
Napiszę tak: Jakbym zapłacił za to z mojej kieszeni to był bardzo zły, oj bardzo…..
Organizator wytrzymał 2 tyg czytnia opinii i zreflektował się, że każdy kto ukończył TC 2010 dostanie dyplom i koszulkę finiszera. Ciekawe to, bo niektórzy czekają już na takie coś TRZECI ROK! Ciekawe czy dotrze do mnie, bo faktura za wpisowe nie mogła dotrzeć przez prawie półtora miesiąca (zarówno do mnie, jak i do Piotrka). To by było na tyle moi drodzy. W przyszłym roku może MTB challenge :) choć to już nie moje klimaty. Pozdrawiam serdecznie i zawieszam rower na suficie na ten rok (zobaczymy ile wytrzymam).