„Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, są tylko zbyt delikatni ludzie”
Bill Bowerman
Gdy czekasz właśnie na ten jeden dzień.
Piwniczna Zdrój.
Stacja PKP.
Sobotni deszczowy poranek.
Na parkingu przy torach stoi samochód z dwoma rowerami na bagażniku. My w samochodzie zastanawiamy się czy mamy na tyle odwagi, żeby zmierzyć się z tym, co będzie się działo podczas zaplanowanej trasy. A miał dziać się deszcz.
Dużo deszczu.
Czy to ma sens? Patrząc na to po jakimś czasie sam nie wiem. Kolejnym tematem jest to, czy elektryki powinny w takich warunkach orać? Jednak tak chcieliśmy razem gdzieś pojechać…
Teraz wiem, że na ten dzień nie mieliśmy odpowiednich ubrań. Determinacja była jednak dużo większa, niż to co nas zniechęcało za oknem i być może dzięki temu udało się tą w sumie super przygodę przeżyć.

Teraz, gdy człowiek mądry po „szkodzie”, wiem, że powinienem był wrzucić do plecaka drugie skarpetki i drugą koszulkę (Aga pewnie też wzięła by więcej ubrań). Już i tak odpuściliśmy zjazd do Krynicy i na Przełęczy Krzyżowej skręciliśmy w prawo pod dolną stacje kolejki na Jaworzynę, żeby nie dać się pokonać.

Przerwa, na którą zdecydowaliśmy się na Hali Łabowskiej, zamiast nas lekko zregenerować, mocno nas zdemotywowała. Tam właśnie powinniśmy się przebrać w suche ciepłe ubrania i myślę, że to by pomogło.
Gdy już nie czekasz… 🙂
Dojście do siebie po „szoku” jakim było wyjście ze Schroniska na Hali Łabowskiej i ruszenie na trasę zajęło mi ok 2-3km. Później już zależało nam tylko na tym, aby jak najszybciej dotrzeć do Przełęczy Bukowina, skąd zaczęliśmy zjazd do Piwnicznej Zdrój, a tym samym do Samochodu.



Podsumowując: „Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, są tylko zbyt delikatni ludzie”, ale są też nieodpowiednie ubrania 🙂

Zapamiętam ten wyjazd jako drugi najcięższy w mojej karierze.
Pierwszym zostaje bezapelacyjnie 1 etap Transcarpatii
Tam nawet nie miałem kurtki.
To co, to do następnego lub zobaczenia na SUCHYM szlaku.
