||

Czyli, czy analogowa mordeczka może z elektryczną łydką.

Jak tylko Piotrek powiedział, że jest szansa na rower w tygodniu, to nie mogłem odmówić. Pewnych propozycji się nie odmawia. Umówiliśmy się w Bielsku, tam, gdzie pierwszy raz wsiadłem na elektryka. Tym razem ja już na swoim, a partner z Transcarpatii na swoim rowerze Rockrider (teraz nie napiszę czy to model karbonowy, ale w każdym razie – fajny 🙂 ) To miał być pierwszy test roweru w prawdziwym terenie, mój zresztą też. To miał być też sprawdzian tego czy można pojeździć na elektryku z osobą, która ma normalny rower. Wg wielu opinii jest to bez sensu.

Poranek wilgotny i lekko deszczowy.

Nie ma opcji żebyśmy zrezygnowali. Pierwszy cel –> Szyndzielnia przez Dębowiec (klasyczny podjazd wzdłuż kolejki). Staram się wyjeżdżać na jak najniższym trybie wspomagania. W większości udaje się to robić na jednej kresce, czasem wrzucam drugą. Trochę się obawiam na ile realnego przewyższenia taka bateria wystarczy. Po wyjechaniu pod górną stację jest nieźle, i obieramy kierunek endurotrails: Gaciok i RockNRolla. Potem Kozia Góra i endurotrail: Twister. I tak oto lądujemy na dole pomiędzy Bielskiej a Wilkowicami.

Wracamy Daglezjowym na Równie pod Kozią (598m n.p.m.). Licznik wskazuje 22km i 920m w pionie. Kurcze za chwilę będzie 1000m, a ja mam nadal 4 kreski baterii, czyli pomiędzy 80 a 60% (żeby sprawdzić dokładnie trzeba by połączyć się apką z rowerem). Piotrek wygląda na tyle samo kresek. Z tego co zaplanował, to za chwilę będziemy atakować Klimczok (1117m n.p.m.) trawersując stok Magury.

Południe wilgotne i lekko deszczowe. akt drugi.

Podjazd na Klimczok był dość monotonny i męczący… zwłaszcza mojego towarzysza. Ja zresztą już też coraz częściej mocniej się wspomagałem. Mgła nie odpuszczała ani na chwilę. Dobrze, że nie padało. Do podjechania było 638m w pionie na długości ok 8,5 km. Powoli, powoli i…

Jak już dotarliśmy pod schronisko to trzeba było zjeść coś ciepłego. Trochę rozczarowujące jednak okazało się to, że posiłek dostaliśmy w styropianie z plastikowymi sztucami, które po pierwszym wbiciu z placka co? Oczywiście, że połamałem. Ok, da się zjeść placka bez noża i tyle.

poPołudnie też wilgotne i lekko deszczowe. akt trzeci i ostatni.

Zagrzaliśmy się chwilę i została ostatnia część wycieczki, czyli przejazd przez Stołów, Błatnią, Przykrą i Wysokie, a następnie zjazd do Jeziora Wapienickiego (uzbiera się z 10km zjazdu tracąc ok 600m). Stamtąd przez Dębowiec i Olszówkę Górną przejeżdżamy do Samochodów w Bielsku pod singlami, gdzie kończy się ten wypad.

Podsumowując, mega trasa. Wg garmina ponad 2km w górę i 56km, wg mapy.cz 1,8km w górę i tylko 48km. Nie wiem skąd te różnice. Zakładam, że było wg garmina 🙂 To pokazuje, że z baterią 800wh i oszczędzaniem (dobrą nogą) można spokojnie robić konkret trasę i jeszcze zostaje 20% pojemności baterii. Na koniec cztery „słowa od ojca prowadzącego”: mokrzy, zmęczeni szczęśliwi i zresetowani.

  • Mglisty Śląski.
  • Dystans 56km
  • 2000m up
  • Dętka nadal w plecaku, strat brak
  • Jednak trochę czasem padało

To do następnego lub zobaczenia na szlaku!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *