Uprzejme udostepnienie roweru.

Piękny dzień 8 lipca 2023 roku, sobota.
Prognozy: słońce od rana do wieczora. Trzeba na początku zaznaczyć, że gdyby nie uprzejmość mojej wspaniałej żony, to do tego wyjazdu by nie doszło. Dzięki Adze, Koduś dostał rower w wypożyczkę.
Zaplanowałem trasę przez Malinowską Skałę do Wisły górami, a powrót przez Brenną. Jako, że mamy przecież elektryki to podjeżdżamy na…
Małe Skrzyczne (1211m n.pm.). 614m w pionie na 7,3km.
Zawsze chciałem podjechać tę górę, ale jakoś tak nie było okazji… Przyznam, że chwilę (podjazd) to trwało, gdyż zakładając 1800m przewyższeń tego dnia, trzeba było jechać oszczędnie.
Jak już dotarliśmy na szczyt, kolega K. wyjmuje z wora…


Dwa jajka.
Trochę byłem zawiedziony, że w skorupce. Trudno, damy radę.
Po krótkiej przerwie kierujemy się w stronę wspomnianej powyżej Malinowskiej Skały i Gawlasi. W trakcie przejazdu…
Zrywa się łańcuch w Agi rowerze. Mało to śmieszne, gdyż jak się okazuje, nie mam spinki i trzeba uskuteczniać druciarstwo w postaci skucia wykręconym pinem, czego oczywiście nie powinno się robić. Zakładam, że do Wisły łańcuch nie wytrzyma, ale tam jakiś sklep będzie. Konrad twierdzi, że nie zmieniał biegu, ani używał wysokiego trybu wspomagania. Coś może było nie tak wcześniej.
Tak czy owak zjazd do Wisły odbył się już bez wydarzeń nadzwyczajnych, a co za tym idzie łańcuch wytrzymał. Prawie cały zjazd od Gawlasi do asfaltu na dole odbywa się po szutrowej drodze. Trochę szkoda, ale wydawało mi się, że kiedyś było tutaj inaczej.

Tak czy inaczej po 20km docieramy do Wisły, skąd pochodzi nasz słynny Orzeł z wąsem.
Zgodnie z planem, trzeba poszukać miejsca na strawę.



Restauracja Beatris. No takie coś sobie zamówił… ja wolałem klasycznie, czyli placek po zbójnicku. Trzeba przyznać, że dowaliłem do kotła.
Adama nie spotkaliśmy. Powrót.


Powrót to dwie góry po pokonania. Pierwsza część opisana na zdjęciu powyżej, czyli przewał do Brennej.
Z Brennej czerwonym szlakiem o nazwie „Bajkowy Szlak Utopca” wkręcamy się na kolejne pasmo i podjeżdżamy do miejsca o nazwie Grabowa. Od tego miejsca już kręcimy znanym nam z testów Gianta Beskidem Węgierskim.
W okolicy Beskidka (830m n.p.m.) spoglądamy na drugą stronę Szczyrku i miejsce, gdzie zaczynaliśmy dzisiejszy podjazd. Widok jest piękny. Zazdroszczę… a zaraz, przecież to ja na zdjęciu 🙂

Z Beskidka nie dzieje się już nic ciekawego, nawet zjazd jest nudny, bo po płytach i asfalcie. Całość zamknięta w fajną pętlę. Można to też rozbudować o wyjazd wyciągiem na Skrzyczne i powrót z Wisły na przykład przez Błatnią. W sumie ciekawe, może będzie na kolejny wyjazd w te okolice:)

- 100% słońca
- 45km
- 1800 w pionie
- zerwany łańcuch
- zerwany łańcuch pomimo braku spinki nie zerwał się drugi raz.
- Trasa *** (szkoda zjazdu do Wisły i finalnie do Szczyrku).
To do następnego lub zobaczenia na szlaku.
