Jak Na Przehybe, To nie wymyślaj.

Od poprzedniego deszczowego wyjazdu trochę minęło, można by nawet napisać, że już doschliśmy, a co za tym idzie, zaczęliśmy powoli tęsknić za górami.
Jako, że Aga chciała Przehybę, a ja Eliaszówkę to skleiłem coś w pseudo pętlę przez Radziejową i pojechaliśmy. Pogoda absolutnie dopisała, więc odczarowane. Start to dla mnie standard w Rytrze, czyli parking pod kościołem 🙂
Większość omówiłem w filmie, w którym odważyłem się coś pogadać do kamery, a nie jest to łatwe. Lepiej się pisze, bo się siebie nie słyszy, no może w myślach, ale to nie jest groźne… co najwyżej głupie, ale przecież nikt tego nie słyszy.
Podjazd na Przehybę oczywiście przekombinowałem. Po co? Sam nie wiem, ale gdyby nie ten błotnisty odcinek, to było by ok, było by.

Po dotarciu do Schroniska (przechodzi przemianę na lepsze, nie to co Kudłacze…) mała galeria:



Potem kierunek –> Radziejowa –> Obidza –> Eliaszówka (to tak w skrócie):


Z Eliaszówki lecimy do Piwnicznej- Zdrój. Plan był taki, żeby przewalić się jeszcze przez Niemcową, ale plecy po zabiegu dały znać o sobie, więc rezygnujemy i wracamy wzdłuż Popradu (a może trochę przekombinowałem jak na początek). Oczywiście po zjedzeniu czegoś dobrego w Magdalenka Gelato 🙂


Tak czy inaczej wyszedł fajny trip: 46km i 1600 w górę, co do sprzętu to pojawił się problem z przy korbie, ale daliśmy radę, a Niemcowa zostaje na następny raz, jak normalnie podjedziemy Przehybę i tyle!

Ten tekst tak de facto jest tylko uzupełnieniem w momenty, których nie ma na filmie, filmie na który zapraszam:
To co? To do następnego lub zobaczenia na szlaku.
P.s. Tu nie ma Gpxa. Jak go tak bardzo potrzebujesz to Ci go zrobię i wyślę 🙂
