Mucha zdegradował się do dystansu mega, bo w Karpaczu łapały go ogromne kurcze jego stalowej łydy. Start i poszli… Pierwsza część trasy szybka, dość łatwa, dużo szutru, mało szybkich zjazdów. Jedyne co mnie drażniło to to, że jak zapier krzycząc: lewa, lewa, to wyzywali mnie od kretynów, pojebańców itp. W przypadku, gdy Ci sami super zawodnicy mijali mnie na pierwszych podjazdach krzycząc lewa, lewa, ja im grzecznie ustępowałem miejsca… gdzie tu szacunek. Co ja im poradzę, że są lamusami na zjazdach :) Przecież po to na ten zasrany maraton jechałem 300km!