||

Drugie podejście. Drugi najem. tym razem trek rail.

Po Bielsku naszły nas pewne przemyślenia, czyli że musimy jeździć tam, gdzie wypożyczamy rowery, bo to trochę nas ogranicza. No i że pasuje mieć dętkę (zrobiłem sam siebie jak młody). Opcja wyszukaj, wykonane dwa telefony i trafiłem na wypożyczalnie w Krakowie przy ul. Focha, gdzie można zabrać rowery w piątek wieczorem, a oddać w niedzielę rano.

Powstał więc sprytny i chytry plan:

  • W piątek wieczorem jedziemy MPK do sklepu/wypożyczalni i wracamy rowerami do domu, więc coś już pokminimy jak poustawiać jak silnik jak reszta itd. (bo to w sumie 15km).
  • Sobota wiadomo 🙂
  • Niedziela z samego rana oddać, powrót do domu samochodem. Jakie to cwane i jakie krakoskie.

Gorce.

Nowy Targ. Klasyk przez Turbacz i Lubań do Krościenka (byłem bardzo ciekawy jak wypadnie bateria na 11 km podjazdu z NT przez Kowaniec do Schroniska). Znakiem zapytania był powrót z Krościenka do Startu. Jak będzie z baterią, gdyż tu będzie kilka różnic, ponieważ pożyczamy rowery marki Trek model Rail. Jeden jakiś kosmiczny karbon (ten czarno żółty) za cenę średniej klasy samochodu, a drugi trochę „słabszy” aluminiowy, za cenę średniej klasy samochodu, ale nieco starszego 🙂 Tym razem baterie też 620 wh. Plus jest taki, że łądowarki są dużo mniejsze, a co za tym idzie poręczniejsze. W Giantach na Salmopolu została nam jedna kreska i było pewne, że nie ma szans na powrót bez ładowania. Wtedy w godzinę naładowaliśmy się do 60% i dzięki temu udało się wrócić górami do Bielska. Gianty miały silniki Yamahy, a Treki mają Boscha. Reszta jak na nasze potrzeby pomijalna.

Ok, start 8:15 z Nowego Targu z parkingu policyjnego KPP Nowy Targ (oczywiście zapytałem Panów i bez problemu się zgodzili, akurat pili kawę i jedli ciastko) klasycznie asfaltem przez Kowaniec, a następnie żółtym w górę (w sumie to przecież cały czas jest pod górę). Ile mogę to jadę na wyłączonym silniku, a jak już go ruszam to staram się jechać na eco. Pomimo oszczędnej jazdy, w rekordowe niecałe 2 godziny byliśmy już w schronisku. Niebywałe! 95% trasy udało mi się pokonać na eco, to chyba efekt tzw. świeżej nogi ;), a bateria pokazała 77% pojemności.

Szybkie ładowanie w ok 35min do 90% (taka jakaś dziwna obawa z poprzedniego wyjazdu) i jazda na Lubań. Ze schroniska widoków nie ma żadnych, gęsta mgła spowija okolicę. Tradycyjnie koktajl borówkowy, kroma i lecimy dalej na przełęcz.

Za Przełęczą Knurowską zaczynają się interwałowe kawałki i tam już trzeba było wrzucać pomoc w postaci trybu Tour i kilka razy emtb. W Trekach był do wyboru jeden tryb więcej niż w Giantach. Jechało się nimi tak jakby to określić… delikatniej, nie były takie masywne jak Reigny. Może tak to odbierałem, bo miałem wersje karbonową. Do góry bardzo dobrze, w dół dobrze, ale w nie tak dobrze jak w Bielsku na Giancie. Dwa zupełnie inne rowery.

Na szlakach ludzi jak na lekarstwo, czyli to co rowerzysta lubi najbardziej. Odcinek z Turbacza na Lubań w całości z siodła. Na Studzionkach mała przerwa na podziwianie widoków, gdyż chmury (mgła) się podniosły i mogliśmy się rozgościć na położonym drzewie. Była kiedyś taka polana przed ścianą na Lubań. Była, bo prawie całkowicie zarosła, ledwo poznałem to miejsce. Szkoda.

Szczyt Lubania zdobywamy o godz. 13! Bateria 50%, przejechane 33km i znowu nas pogoda nie rozpieszcza. Pamiętam jak uprzednio byliśmy tutaj z buta i starsi panowie wjechali na szczyt na erowerach. Oni nie stosowali ładowarek, oni po prostu wozili całe wielkie baterie w plecaku (pomyślałem wtedy „o mój boże, to brutalizm”). No dobra, nie ważne, ale jeśli chodzi o szczyt to zawsze chciałem zjeść kiełbaskę z grilla na polu namiotowym, ale tym razem było już po sezonie 🙁

Zjazd do Krościenka jak zwykle szybki, ale już nie taki emocjonalny jak kiedyś. Fajne 10km ognia, trochę tu pozmieniali, teraz to takie szerokie trasy, które nie wymagają zbyt wiele. Dobrze się będzie podjeżdżać 🙂

A wiesz, że będą budować schronisko na szczycie?

Krościenko o godzinie 14:00! Bateria 45% pojemności. Wow, wygląda na to, że spokojnie dojedziemy do Nowego Targu. Jednak się da robić dłuższe trasy, coś pięknego. Nie wiem dlaczego w tych Giantach z Bielska tak znikała bateria? Inny teren? A może brak oszczędności, ale wtedy każdemu z naszej trójki tak drenowało. Tak czy inaczej, obiad i ładowanie przy okazji. Godzina i dobiło mi baterie do 70%. Teraz można iść w turbo mode 🙂

Powrót już bez ograniczania się. Tryby Emtb w większości i turbo na podjeździe pod Kluszkowce. Na koniec zostało aż 36% pojemności baterii, wiec w sumie można było odpuścić ładowanie w Krościenku, ale strach był 🙂 Piękna trasa, piękny choć z rana dość chłodny dzień. Drugie spotkanie z erowerem również bardzo pozytywne. Każdy mocny podjazd to uśmiech na ustach, na jego szczycie można normalnie rozmawiać, nie trzeba będzie spłacać długu tlenowego i łapać powietrza jak ryba. Z kolei w trakcie podjazdów nie trzeba walczyć z każdym kamieniem, gdyż masz „moc pod kciukiem”, która przy odrobinie umiejętności Cię wyratuje. Teraz już na serio przydałoby się sprawdzić baterie 720, 800 czy 900 wh. Mały problem jest z bagażnikiem rowerowym, ponieważ „łapa” nie obejmuje takiej krowiej ramy. Trzeba rozkręcać uchwyty, wkładać je pomiędzy koło, a rurę podsiodłową i skręcać całość od nowa. Być może było tak w przypadku tych ram (lub innego ułożenia rowerów na bagażniku).

  • Klasyczne Gorce
  • Dystans: 75km
  • 1740 w pionie
  • Gdyby nie asfalt z powrotem to trasa byłaby na **** na 5, a tak to ***
  • Dętka nadal w plecaku, strat brak
  • Na powrocie ból dupy rekompensował tryb turbo.

Zakochaliśmy się w turystyce emtb, bo można wrócić do poważnej jazdy, po poważnych górach w dorosłym rodzinnym życiu, nie tracąc czasu na godziny treningów, na które i tak nie ma się czasu. Heh, już mam w planach odkurzenie kolejnego klasyka Krynica- Piwniczna- Wierchomla- Krynica :), gdyż można powiedzieć, że baterie i ich „zasięg” dadzą radę. O na się już nie martwię 🙂
Do następnego lub do zobaczenia na szlaku.

BONUSIK

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *