Lipiec nie rozpieszczał pogodą, na szczęście miałem farta i na 6 dni pobytu nad morzem przez 4 dni świeciło słońce. Z utęsknieniem oczekiwałem jednak na powrót w góry. W końcu ileż można leżeć na plaży...
Wspólnie z Michałem postanowiliśmy ruszyć „gdzieś” w Beskid Sądecki, plan trasy rodzić się miał w trakcie wyjazdu. Pewne było miejsce startu i mety: Rytro. Cel jeden: upodlić się i na maksa wykorzystać piękną pogodę. Żadnemu z nas nie uśmiechała się powtórka z Żywieckiego kiedy to jeszcze przed południem z nieba polał się deszcz, prognozy były jednak obiecujące.