Zwycięstwo. Wieje jak diabli. Jakieś 100m przed szczytem nie dało się już jechać. Nawet prowadząc zwiewało Agnieszce jej lżejszy rower. Szkoda, że tak nas lokalny wiatr traktuje, bo chciałem tam posiedzieć na ławce i patrzeć na góry do wieczora… Pozostaje zjechać na dół... co zajmie nam ok. 30 -40 min z kilkoma przerwami. Jedyne co mnie hamowało to to, że nie było widać co jest za zakrętami, a samochody wcale nie były tu obce.