W samej Głuszycy po zjedzeniu pierogów ruskich i lodów, chowamy się w cieniu na ławce rezerwowych tutejszego klubu piłkarskiego. Boże spraw, żeby mi się chciało jak mi się nie chce. Boże spraw, żeby mnie dupa nie bolała, jak mnie boli :) Kminie powrót na przełęcz Sokolą. Wybieramy szytrowy podjazd (najpierw niebieski turystyczny, potem pomarańczowy narciarski biegowy) do Rozdroża Pod Moszną :)