i czego nie byłem niestety świadkiem - narodzenie nowego koła Bartka. Chwila zwątpienia przelała się przez myśli, że będzie to koniec wycieczki… ale Jurek stanął na wysokości zadania (lub na kole, jak kto woli) i Bartek mógł kontynuować zjazd (mimo tego, że jego rower jechał raz w lewo, raz w prawo :)