Ze szczytu Leskowca szybko uciekamy, gdyż jest opanowany przez hordy małych biegających i wrzeszczących dzieci. Siadamy pod schroniskiem. Aga udowadnia małemu dachowcowi, że jeszcze nie musi jeść :) Rafał wspomina coś, że mało kilometrów mamy, a minęły już ze 3 godziny :) spokojnie…