Tego dnia udało mi się namówić jednego z „Decathlon Boys” (tak nas Jurek nazwał, co mnie w sumie bawi, bo to śmieszne określenie), czyli Piotrka. Ze względu na to, że dojazd zajął nam dużo czasu, postanowiliśmy zostać w Bielsku. Jako, że Piotr to tzw. maratoński koń miałem dostać dzisiaj ostry wpier… Cel nr 1 to Szyndzielnia. Tym razem całość czerwonym.